— Odpowiadaj! Otaksuj!
Podniosła się na szezlągu, podała naprzód piersi, wyprężyła ciało. Była gibka, smukła, ciekawa. Głowa jej, anielsko piękna, wabiła wyrazem cichej, skrytej rozpusty. Przez firankę rzęs błyszczały dawne blaski oczu.
Złożył ręce jak do modlitwy.
— Renusiu! Ty jesteś bez ceny!...
— Tak! To wiadomo! Ale... przecież oceń! Po swojemu, po męsku...
— Ja nie wiem... ja...
Skrzywiła usta.
— Tak! Prawda! Kochasz się we mnie, więc jesteś zaślepiony! Ale ktoś inny, obcy... naprzykład taki... ot... Halski...
Śmiała się boleśnie, nerwowo.
Kaswin szarpnął się.