— Do widzenia!

XXII

Do domu biegła silnym, pewnym krokiem.

— Tak! — myślała. — Zrobię tak! W ten sposób jedynie mogę go posiąść!

Wzdrygnęła się gdzieś w dali.

— Posiąść? — Ja, mężczyznę?

I natychmiast usprawiedliwiała się.

— Tak... mężczyznę, ale nie jego! Nie takiego jego!

Usprawiedliwiała najzupełniej teraz już te kobiety, które żyły z nim poprzednio.

— Tak, nie mogły uczynić inaczej... musiały. Bezkarnie nie można być w jego objęciach. Cóż dziwnego, że one padały! Nieszczęsne! Skoro ja...