Lecz „pasja” kładła jej bielmo na oczy, szumem wypełniała uszy, nie dozwalała na nic, coby graniczyło z jakąkolwiek logiką.

Z poza zaciśniętych zębów rzuciła:

— Mały! Weź mnie dziś na kolację!

Rozpromienił się nagle — rozjaśnił.

— Co?... Renusiu? Ty chciałabyś spędzić ten wieczór ze mną?

Wstrząsnęła się, po tonie jego poznała, iż nie zrozumiał.

— Chcę... ale spędzić inaczej! — zawołała. — Inaczej...

— ?...

— Po waszemu!

— Jak?... Gdzie?