*

Porwał się nagle Kaswin i radośnie przypadł do niej.

— Dzięki! Dzięki!

Patrzyła na niego obojętnie. On nie miał dla niej znaczenia. Nie istniał.

Tylko był czyn — ten niewypleniony Czyn!...

Powlokła się z szezlonga.

— Zapłać! Chodźmy!...

Patrzyła w lustrze, jak ciskał napiwki kelnerowi, i ogarnęło ją straszne przerażenie. Zupełnie inaczej przypuszczała, że będzie odczuwała nastrój swój w chwilę po oddaniu się Kaswinowi. Ponieważ uczyniła to dlatego, aby módz powiedzieć Halskiemu: „nie jesteś tym, którego będę nienawidzieć, bo jest ten inny”... sądziła, iż cała jej istota rwać się teraz będzie ku tej miłości, dla której nie wahała się skazić szpetnie.

Lecz — oto działa się rzecz nieprzewidziana.

Gdyby teraz stanął przed nią Halski i ujrzał ją na tem miejscu i w towarzystwie Kaswina, oszalałby z jakiejś grozy i trwogi. Cel, do którego dążyła, zdawał się jej jakąś mściwością przepojony i nieubłagany.