— Odchodzę! I polecam się, „Concordia” — stara, dawna firma...

Zgiął się.

— Proszę mi nie brać za złe... obowiązek...

I już go nie było.

Rena odetchnęła ciężko...

Otwarto drzwi jej kraty. Skończyło się jej małżeństwo.

I po co były te przysięgi krzywe, te wstrząsania nią w jej wierzeniach, te obalania jej ołtarzy?

Tak cicho, łatwo zakończyło się to wszystko.

Umarł!

Niemniej była jego własnością. Tulił ją do siebie, należała ciałem do tej już poczynającej się zgnilizny.