— Zły nie był znów tak bardzo — myślała łaskawie — trzeba mu będzie dać jakie kwiaty, naturalnie bez napisu.
Opanowała ją nieposkromiona wesołość.
— A gdyby tak wiecheć jak snop i szarfy — z napisem — nieutulona w żalu żona... Tableau!
Wracała jej swoboda myśli i ciała, pierwotna, dziecięca. Była jakby spłukana ciepłym, wiosennym deszczem. Jakieś przyszłości barwne tęczowo, motylo wirowały w oddali. Lecz nic w tej przyszłości nie było z barw teraźniejszych, znanych.
Witała ten fakt z wielką radością. Ciekawość ją garnęła ku sobie.
— Co będzie teraz? Co będzie?...
*
Zajęczał dzwonek — rozkokotał się głupio, bez sensu.
— Masz... kogoś niesie — pomyślała trywialnie.
Wpadła pokojowa.