— Ja jestem niczyja!
Rzuciła te słowa jak fanfarę triumfalną.
Lecz on nastawał sentymentalnie:
— Właśnie dlatego, że jesteś niczyja, musisz być... moja. Właśnie dlatego, żeś tak biała i czysta...
Zaczaiła się jak zwierz, który czuje, iż myśliwy nie ma broni, zgubił ją i stoi przed nim, schlebiając mu teraz, fantazując o jego szlachetności — wielkiej, która jest po prostu ideałem...
— Więc ta moja biel i ta czystość jest dla pana także główną wartością moją?
Miał pozór rzeczywiście wzruszonego.
— Tak, Reno! Tak! — wyrzekł sciszonym głosem. — Tyś mi wróciła wiarę w czystość istoty kochanej i wykazała, że tylko taką kochać można. W zamian chcę ci przynieść miano żony — to miano, które wydawało mi się do tej chwili tak święte, że aż niedostępne dla żadnej kobiety na świecie. Pod stopy ci je składam...
Uczynił gest wytworny hidalga, składającego swą szpadę u stóp tronu. Nie widział, jak coraz więcej karlał w jej oczach. Pysznił się wspaniałą ofiarą, jaką jej składał.
Patrzyła na niego z pod przymrużonych powiek, zimna i obojętna zmysłowo, podrażniona do bezgranicza moralnie.