— Więc... — wyrzekła powoli i z uśmiechem — obecnie podnieca pana i zniewala ku mnie myśl, iż nikt oprócz pana nie wzbudzi we mnie uczucia rozkoszy?
— Tak, Reno!
Złożył ręce jak przed świętością.
— Dwanaście godzin temu stawiałeś mi pan warunek, abym miała właśnie kochanka — tego pierwszego, tego... tego inicjatora, tego, który mnie wciągnie w bagno i nauczy żyć waszem życiem.
— Obecnie to zbyteczne, skoro masz zostać moją żoną.
— A!... Więc ci będzie obojętne, jeśli cię znienawidzę jako tego, który pierwszy nauczył mnie nad wszystko stawiać rozkosze niższego rzędu?
Żachnął się.
— Ależ powtarzam, rzecz jest różna, skoro zostajesz moją żoną.
Wybuchnęła prawie bolesnym śmiechem.
— Panie łaskawy! Zapominasz, do kogo mówisz — do tej, która przeszła już całą komedję małżeństwa, która mu urąga i która, jeśli jeszcze wczoraj do czego dążyła, to jedynie w odwrotnym od małżeństwa kierunku.