Stała się nienawiścią samą.

— Tak! Tak! — podjęła okrutnym, zmatowanym głodem. — Wiedz, że dzisiejsza noc rzuciła mnie na ręce takiego inicjatora. Nie jestem sobą, nie jestem Reną — nie jestem bez skazy. Oddałam się... bez zastrzeżeń, na przepadłe.

Zbladł także i cofnął się od niej.

Chwilkę milczeli. Nawet oddechów ich słychać nie było.

— To żarty! — wybełkotał wreszcie.

— Nie! Nie! Patrz, tam stoi kosz tuberoz. Tam jest list — nieotwierany przezemnie. To właśnie od mego... kochanka tej nocy. Otwórz go, przeczytaj! Przekonaj się, że mówię prawdę.

Wahał się, jakby przykuty do ziemi.

— Nie chcę...

Skoczyła do kwiatów, wyrwała kopertę z listem Kaswina, rozdarła ją — przerzuciła szybko list i gwałtownie podała Halskiemu.

— Przeczytaj... noc poślubna... uniesienia... zapach twego ciała... o, wszystko...