— Precz! Precz!...

Podniósł się z klęczek jak pijany.

W tej chwili oprzytomniałam. Pomyślałam, że ta wściekłość jest po prostu nie moja.

Że ona jest prawdziwa, nie udana.

Że ja naprawdę nienawidzę w tej chwili objawienia się przedemną tej strony miłości.

I zlękłam się.

Czuję, że tracę wyższość.

Więc schroniłam się ku drzwiom sypialni i stamtąd, upozowawszy się dobrze na tle różowego oświetlenia, rzuciłam już rozwleczonymi miłym głosem:

— Do jutra!...

Ali stał obałwaniały na środku i tępo patrzył na mnie. Zauważyłam, że mu z kącika ust błyszczała ślina.