— Zwykli goście czwartkowi.
— Więc to jour fixe6?
— Tak!... five o’clock tea7.
Rzucił wyraz angielski, posłyszany kiedyś ze sceny w teatrze, który zapamiętał i używał w razie potrzeby, co nigdy nie chybiało efektu. I teraz dosięgnął celu.
Kobieta siedząca obok niego zdawała się na chwilę przybita posłyszanym słowem.
Lecz prędko odzyskała równowagę.
— Nie wiem, czy to wygodne — wyrzekła — wolę już urządzić receptions matinales8...
Spojrzała na niego triumfująco.
On wzruszył ramionami.
— Zapewne, lecz już cały dzień jest zderanżowany9.