Pan Wentzel pobladł jeszcze bardziej.
— Proszę zleźć ze stołu i usiąść przyzwoicie, inaczej przerwę lekcję...
— Wielka będzie szkoda... — mruknął Marian.
Julusiek odsunął się trochę i podwinął nogi pod siebie.
— Jedź pan — wyrzekł — mnie to nie przeszkadza, ja i tak mogę pańskiego bajdurzenia słuchać.
Pan Wentzel otworzył książkę i powoli zaczął przewracać kartki ozdobione rycinami.
— Skończyliśmy na Samsonie i ucięciu włosów — zaczął połykając ślinę — wiecie, że uczyniła to Dalila i...
Na twarzach chłopców pojawił się dziwny wyraz.
— Musiała to być szykowna kobieta — mruknął Julusiek, uśmiechając się rozkosznie. — Prawda, Marian?
Lecz Marian zwrócił się teraz ku panu Wentzlowi i patrząc wprost na twarz nauczyciela — zapytał.