Julusiek leżał już teraz na stole, wywijając z radości nogami, Marian napawał się spokojnym triumfem i pełen nieopisanej błogości wydymał usta do niebywałych rozmiarów.
— Jak tam było z tym Noem? Opowiedz pan, panie Wentzel!
— Albo z tym Dawidem!
— A Zuzanna? Co?...
Płomienie przebiegały zmysłową twarz Mariana.
— Tak! Tak!... Zuzanna!... To pyszny kawał!...
I nagle, ni stąd, ni zowąd, rozlega się z piersi dzieci wrzaskliwy śpiew:
Hopsztynder!... Madaliński
Fiuta!... z kopyta!...
Szara, ciach, ciach! Tańczy sobie