Seweryn powoli zdjął kurtkę i za chwilę tors jego muskularny, wspaniały, lśniący zabłysnął w półcieniu pokoju.
Promień słońca ślizgał się po tem różowem ciele o ciemnawych, sinawych tonach.
Wąska ścieżka kręconych włosów przecinała tors na równe dwie połowy.
Wtedy oczy Seweryna padły na leżące na ziemi i na wpół rozgniecione ciastko. Zmarszczył brwi, jakby dojrzał coś nieprzyjemnego.
— Paul!
— Słucham, jaśnie panie.
— Patrz!
Nagiem ramieniem wskazywał dywan klęczącemu na ceracie sługusowi.
— Sprzątnij!
Paweł na klęczkach posunął się po dywanie i podniósłszy ciastko, drugą ręką sięgnął po zostawione na sofie błękitne sznurowadło.