Błoga niezgoda, będąca opiekuńczym aniołem ogniska tego rodzinnego kółka, stworzonego na podstawie praw boskich i ludzkich, wzrosła do niezwykłych rozmiarów.

Długo w nocy przykładnie wstawione łóżka małżeńskie, przedzielone wytwornym meblem (zwanym po polsku nachkastlikiem40), słyszały cudowną litanię wyzwisk ze strony Dulskiej i chrząkań ze strony Felicjana. Nie było to wprawdzie nic nowego, bo już od dawna to prześliczne zespojenie legowisk małżeńskich, świadczące o uszanowaniu tradycji i świętości sakramentu, było właśnie terenem słownych walk i wyładowywania wściekłości dziwnej a jednostronnej. Walki owe były raczej monologami Dulskiej, w której duch jej nie przechodził tych momentów, o których mówi się, iż dusza razem z duchem pracują nad wzmocnieniem fundamentów świątyni, w której przebywają...

A może to właściwie było koniecznym cementem do spajania cegiełek owej świątyńki.

Dość że Felicjan tonął w watowanych kołdrach, w rezygnacji pozornej i schadenfreudzie41 piekielnej a milczącej, a Dulska poniewierała jego godność i honorowość na odległość szafki nocnej.

Owego pamiętnego wieczoru poniewieranie to podobno doszło do kulminacyjnego punktu.

Tak twierdziła Henia, która zawieruszyła się pod drzwiami i tam długo bez tchu słuchała słów swej rodzicielki.

Od tej chwili rozpoczęła się jawna walka pomiędzy Dulską i Matyldą Sztrumpf.

Kokotka dostała sądowne wypowiedzenie z racji niezapłacenia czynszu. Dulska chciała ją początkowo delożować42 z powodu niemoralnego prowadzenia się, jednak namyśliła się, iż kokotka może dowieść, że Dulska wiedziała doskonale, komu odnajmuje i przez dwa lata tolerowała ją najspokojniej w swej kamienicy.

Matylda Sztrumpf zapłaciła czym prędzej swoje trzy miesiące i miała prawo je wymieszkać, a po nich wyprowadzić się z kamienicy.

Lecz obecnie, nie mając powodu oszczędzania właścicielki, rozwinęła szeroko i jawnie swój proceder z całą dezynwolturą43 i poczuciem szerokiej swobody wyzwolonego z przesądów ducha.