— Ja chcę, żeby pani tego dziecka nie trzymała u siebie.

Kokotka ramionami wzruszyła.

— A ja chcę, żeby pani także swojego syna nie trzymała u siebie!

Dulska się zakrztusiła.

— Jak pani śmie równać mego syna z tą swoją poczwarą! Mój syn jest uczciwie, ślubnie urodzony, nie jak to coś...

Kokotka była cudowna w swej obojętności.

— Ach, das ist ganz egal70. Ale mój syn, choć czarny, nie będzie nigdy so ein Lump, so ein Strizzi71, jak ten pani...

Tu żona konduktora uznała za stosowne przyjść w sukurs72 swej gospodyni:

— Doprawdy, że to szkandał73 takie coś! — zaczęła wołać piskliwym głosem. — Nie dość, że zgorszenie na całą ulicę, ale jeszcze taką zacną kobietę obraża...

Tu Matylda Sztrumpf zaczęła się czuć wzburzona. Przechyliła się przez ganek, spojrzała na dziedziniec i splunęła artystycznie.