— Ja nie mam rękawów jak chorągwie, panie sędzio, okrytych koronkami. Ja nie zamiatam takimi rękawami ganku! — wyrzuciła nagle ze siebie Dulska.
— Proszę powrócić do rzeczy! — zawołał sędzia. — Niech świadek opowie, jak się to stało z tą główną obrazą słowną, w której świadek był świadkiem.
— Ach! tego dnia były straszne szkandały. Ta pani to prawie... przepraszam łaski pana sędziego, że go obrażę... bez ubrania latała po ganku. A dzień przedtem to jej dziecko... czarne, panie sędzio, czarne...
— ?...
Dulska wtrąciła pośpiesznie:
— Widocznie mąż tej damy był Murzyn. Zdaje się, panie sędzio, że to wystarcza!
Założyła ręce na brzuchu i spojrzała tryumfalnie na Matyldę Sztrumpf.
Ta zakołysała się na krześle, wstała, pokazała śliczne zęby i parsknęła śmiechem:
— Ja! wirklich! ein Mohr!87... — potwierdziła tryumfująco.
I śmiała się dalej.