Dulska schwyciła się za głowę z oburzenia.

Za Matyldą roześmiał się jej adwokat, zawtórował pisarz, jakieś jeszcze figury, które kręciły się po izbie. Sam sędzia nie mógł utrzymać swej powagi. Śmiało się wszystko z tej miłostki Matyldy Sztrumpf z nieznanym Murzynem.

Promienie słońca drgały na papierach zalegających stół, tańczyły cake-walk’a w brylantach kokotki. Jakoś jaśniej, weselej zrobiło się w ponurej pralni nadwyrężonych honorów.

Tylko Dulska i pani Oderwanek spojrzały na siebie zdumione i zdekoncertowane88.

— Śmieją się, moja pani! — szepnęła Oderwankowa.

Dulska próbowała się także uśmiechnąć.

— Moja pani!... Bo to takie bezecne, że aż chyba do śmiechu albo do płaczu. Ale zawsze!

— Pst!...

Rozpoczęto się dalsze badanie Zofii Oderwanek.

— Co właściwie oskarżona mówiła i jakie były owe obelgi?