— A czemu nie fcom wziąć, kiej pan dają z dobroci? — zapytała. — Oni przecie za to dudków nie fcom, ino tak panience na uciechę...

— Proszę to wziąć i nie rezonować — rzuciła krótko Tuśka.

Gdy wróciła do pokoju, Pita, rozebrana ze spacerowej sukienki, siedziała skurczona na zydelku pod ścianą. Wyraz twarzy miała przygasły i zacięty. Jakiś żal migotał na dnie jej źrenic.

I Tuśka uczuła dokoła siebie atmosferę nieprzychylności i coś nienormalnego w sobie samej, co przejęło ją nagłą nudą i niesmakiem do tego wszystkiego, co ją otaczało.

Chciała jednak się przemóc, pokryć to nie znane jej przedtem uczucie i usiadłszy do stołu, zaczęła z całą sumiennością spisywać dzienne wydatki i liczyć pozostałe pieniądze...

W kąciku, na zydelku, coraz więcej garbi się i kurczy Pita, unikająca spojrzenia w stronę, gdzie w szklance więdnie i kona w ostatniej wspaniałej agonii królewski kwiat ciemnej purpurowej róży.

X

Noc.

Oparta o poduszki, przy świetle jednej świecy, przysłonionej zielonym abażurkiem, leży Tuśka, okryta kołdrą, kocem, peleryną, serdakiem, kołnierzem futrzanym i jedwabną halką. Taka sama ilość odzieży jest nagromadzona na kołdrze Pity. Przejmujące zimno przeszywa ciało Tuśki. Mała śpi, znacząc się jasną plamą anemicznej twarzy w zagłębieniu poduszek.

Tuśka trzyma w zziębłej ręce książkę Mirbeau, ale nie czyta zajmujących dziejów plotkarki przedpokojowej.