Niezadowolona z siebie, ze swego postępku względem dziecka, którego nieufność i żal odczuwa mimo uśpienia, w jakim jest pogrążone, Tuśka nie może zasnąć i czuje, że krew jej bije do głowy i hukiem uszy wypełnia.

Długo w noc nigdy nie czuwała, mając na uwadze od dzieciństwa nabrane przeświadczenie, iż dla kobiety bardzo zgubną rzeczą jest oddawać się nocnym rozmyślaniom, bo te nic dobrego z sobą nie przynoszą.

Zresztą tam, na Wareckiej, gdy się położy, zasypia prawie bez zwłoki i już jak przez sen słyszy, jak mąż nakręca zegarek, wyjmuje z kieszeni drobne pieniądze, scyzoryk, ołówek i składa je na marmurze szafki. On zwykle gasi świecę, a kiedy — ona nie wie, tak jest senna i znużona. Lecz tu, w Zakopanem, gdzie wszystko jakoś dzieje się inaczej i przewrotnie, Tuśka w żaden sposób zasnąć nie może. Zdarzenia dnia nabierają nadzwyczajnej plastyczności i cisną się ku niej z taką siłą, że ją dręczą i niepokoją. Nieprzyjemnie jej także, że lekarz powiedział przy Picie, iż ona, Tuśka, jest zupełnie zdrowa i płuca jej nie są zaatakowane. W Warszawie, pragnąc koniecznie wyjechać, forsowała nutę swej choroby i mąż silnie był przejęty owym „zajęciem szczytów”, które wymagało natychmiastowej opieki. Obecnie legenda upadała i ona sama nie miała nawet wytłumaczenia przed sobą za ten wydatek zakopiańskiej wyprawy, który spadał na jej barki.

Przypominała sobie mozolne zbieranie tych pieniędzy, które obecnie płynęły jak woda na drobiazgi i życie pełne niewygód, chłodu i pustki.

— Bo smutno tu i pusto — myślała — prawie jak na Wareckiej... Trzeba porobić jakie znajomości. Może ta pani z trzema panienkami...

Mimo woli myśl jej zwróciła się do wczorajszego wieczoru, do werandy cukierni, do tego knajpowego życia, które jednak miało swój urok i wdzięk.

I nagle, zupełnie bez żadnej przyczyny, zaczęła silnie i mimo woli myśleć o tym, że ona właściwie przeszła przez życie, nie wiedząc nawet, co to jest właściwie miłość.

I zdawało się jej, że ma przed sobą całe krzaki gencjan błękitnych, które nagle zasłaniają jej rachunki, pieniądze, męża, figury z ulicy Wareckiej, siostry Barrison w góralsko-bułgarskich myckach, słowem, wszystko to drobne, małe, napotkane przez dzień czy to myślą, czy wzrokiem.

— Rzeczywiście — nie kochałam nigdy...

Przymknęła oczy.