— No... — wyrzekła wreszcie... — jakbyście tak widzieli, co oni tam wypiją, a jak się zawsze przewodnicy uchleją, bo to państwa bawi, tobyście ta inaksej gadali... a jak się chłop uchleje, to on tam nie bacy, co robi...
Pokiwała głową, oderwała się od balustrady i ciężko stąpając odeszła w stronę szopy.
Tuśka zamyśliła się nad jej słowami.
Więc... piją, a gdy piją, nie baczą, co robią.
Przypomniał się jej ten gest Porzyckiego, śliczny gest mężczyzny obejmującego w posiadanie, i ten powabny ruch kobiety, która na jedno mgnienie oka poddała się ku niemu, a potem wywinęła się jak wąż z tego uścisku...
Tak było na gościńcu, a tam, w górach, pośród tych gęstych zarośli, które czarnymi płatami przyległy do ścian gór, pewnie jest jeszcze inaczej.
W słońcu, w swobodzie idą, śpiewając kanconę... Oni — oni!...
Przymknęła oczy, góry pozostały mimo to przed nią fatalne i ciągnące. Teraz oprócz gencjan kryły w sobie inne błękitne tajemnice...
Jakiś głos zbudził ją z uśpienia.
— Proszę pani, oto list dla pani, a to kartka dla tego pana obok. Drzwi zamknięte, nikogo nie ma...