— I niechby tak, broń Boże, po pijanemu takiemu czemuś przyszło do głowy pani zrobić jaki afront.

— O!... proszę pani...

— Kto to może wiedzieć? Między nami mówiąc, same kobiety upoważniają takich aktorów do tego. U nas... w Krakowie, pani wie... ach! słyszała pani chyba o tej doktorowej... nie?... no... nie wierzy pani?... One same do nich listy piszą — i jakie listy! no!...

Wzrok Tuśki padł mimo woli na tęczową śliczną pocztówkę, leżącą na stoliku. Warchlakowska wzrok ten podchwyciła.

— Może to do niego?... Czytajmy!... czytajmy...

I widząc pewne zakłopotanie na twarzy młodej kobiety dodaje śpiesznie:

— Gdyby to był list, to co innego... ale pocztówka, toć otwarta dla wszystkich.

Wyciąga ręce i motyl barwi się w jej tłustych spoconych łapach.

— A co?... do niego — „Jaśnie wielmożny Porzycki, artysta dramatyczny”. „Jaśnie”, słyszy pani — „Jaśnie”!!! Aktor i „Jaśnie”... A czymże będzie hrabia albo radca? „Jaśnie”!... A teraz cóż opiewa — o... o... jak męża kocham... cha! cha! niech no pani czyta.

Podaje kartkę Tuśce.