Obchodzi!

XV

Mija tydzień.

Ale jakoś się wlecze. Pogoda cudowna, mimo to Tuśka a nawet Pita nieswoje, choć od rana postrojone i przeważnie siedzą u Warchlakowskich.

Gdy pierwsze wrażenie minęło, Tuśka postanowiła powrócić właśnie do Warchlakowskiej i nią jak murem chińskim odgrodzić się od jakichś dziwacznych myśli, które napadać ją zaczęły.

Chodzi więc na spacer z panią Warchlakowską, była dwa razy w Morskim Oku na kawie, oglądała szkołę koronkarską, wysłuchała sumy, chłonąc w siebie zapachy serdaków pomieszane z wonią kadzideł, to wszystko nabawiło ją szalonego bólu głowy.

I znów na werandzie prowadzi z panią radczynią rozmowy o mężu, dzieciach i sługach. Pani Warchlakowska dołącza jednak do tego repertuaru od czasu do czasu jakąś pikantną anegdotkę, przeważnie z życia aktorów i aktorek.

Dziwnie dobrze poinformowana, wtajemnicza Tuśkę w rozmaite zakulisowe historyjki. Mówi z oburzeniem, lecz widocznie delektuje się tymi historyjkami. Tuśka słucha uważnie, choć nie rozumie, dlaczego doznaje jakiegoś bólu. Kilkakrotnie chciała się przyznać Warchlakowskiej do zaczepek ze strony Porzyckiego, lecz coś ją wstrzymało.

Nagle zdumiona usłyszała zapytanie:

— A czemu pani mi nie powiedziała, że zna Porzyckiego?