XVI
Wśród nocy rozległ się krzyk.
Jeden, drugi — potem cisza. Potem znów krzyk i walenie pięścią we drzwi, to znów przekleństwo i cisza.
Wreszcie pies wyć zaczął i zawtórowały mu inne psy, a był ich cały chór.
Tuśka i Pita równocześnie porwały się z posłania.
— Czy to do nas? — rzuciła gorączkowo Tuśka, szukając zapałek.
— Nie wiem, mamusiu — odparła Pita.
Błękitna struga księżycowego światła zalewała podłogę, wpływając przez okno. W świetle tym twarzyczka Pity wydawała się tak delikatną i śliczną jak wizja leciuchno w przestrzeń rozwiana.
Wreszcie Tuśka znalazła zapałki i zapaliła świecę. Uderzenia ponowiły się. Tuśka odziała się pośpiesznie w niebieski, flanelowy szlafrok i zarzuciła na plecy długą pelerynę.
— Ty leż w łóżku — wyrzekła do córki — ja zobaczę.