Tuśka mimo woli porwała za rękę Porzyckiego.
— Niechże pan idzie — zawołała.
— Tam?
— Tak... on ją zabije.
Aktor zaśmiał się swoim szczerym, serdecznym śmiechem.
— Nie, ale ją zbije.
— No... więc...
— Wielka awantura!
— O!...
— Tak, tak... co mnie wchodzić pomiędzy małżeństwo, a zresztą, widzi pani, już po krzyku.