Tuśka uczuła się silnie dotkniętą.

— Dobranoc panu! — wyrzekła wyniośle, zwracając się w głąb sieni.

— O! o!... już się gniewa! — zawołał ze śmiechem. — I czego? I czego?... A cóż za noli me tangere!... Ależ, królowo wszechpiękności, ornamencie człowieczeństwa, zostań! Cofam numer, cofam wszystko — tylko zostań...

— Pan daruje...

— Nic nie daruję. Księżyc taki cudny, od chęci gadania aż dławi, a pani idzie.

— Trudno!...

Skrzywił się jak małe dziecko i rzucił płaczliwie:

— No... a z kim ja będę gadał?

Czuła, że gniewać się na niego nie można. Przynajmniej ona już uczuła się rozbrojoną.

— Niech pan spać idzie...