Porzycki natychmiast ją dostrzegł.
— Dzień dobry, gaździno! Gdzie Józek?
— Śpi... — odparła Obidowska.
I nagle, spotkawszy się ze wzrokiem aktora, roześmiała się szczerze, serdecznie, młodo.
Uśmiech ten rozświetlił ją nagle tak, jakby kto wewnątrz jej istoty rozpalił wielką, cudownie płonącą lampę.
— A cóżeście dziś taka piękna? — rzucił znów ku niej aktor.
Ona roześmiała się jeszcze milej i bez słowa odpowiedzi cofnęła się w głąb chaty.
— Co jej się dziś stało? — spytała Tuśka — czy to dla niej jakie święto?...
— Nie, ale po kłótni nastąpi zgoda i to ją tak wypiękniło. Widzi pani, miałem rację mówiąc, że zakochani powinni się jak najczęściej kłócić...
Twarz jego przybrała wyraz rozbawionego dziecka.