— I pani, żeby się częściej kłóciła z mężem, toby nie potrzebowała używać różu...

— Ja się nie różuję.

— Bajki, prześwietny sądzie. Mnie na to pani nie weźmie.

— Ja panu ręczę, że ja się rumienię naturalnie.

— Tak, gdy się pani rumieni. I to jest śliczne, ale nie wtedy, gdy się pani różuje, a to jest brzydkie. O! teraz pani się rumieni i jest pani prześliczna.

Rzeczywiście Tuśka oblała się łuną. Uszy, szyja, ręce całe różowe były jak jutrzenka.

— Niech się pani nie odróżowia — mówił Porzycki. — Tak miło patrzeć na zapłonioną kobietę... Tylko...

— Tylko co?

— Tylko dlaczego pani nie ubiera się czarno? To byłoby pani bardzo do twarzy. Jedynie czarno ubrana kobieta mi się podoba. To kontrast z jej wdziękiem i w tym jest ogromnie coś ładnego.

Tuśka w tej chwili postanowiła sprawić sobie czarną suknię.