— Mam czarne tualety, tylko mi jeszcze nie nadeszły...
— Tym lepiej. Niech pani sprowadzi sobie balową tualetę czarną. Pójdziemy na bal do Morskiego Oka.
— Ja na bale nie chodzę.
— Tu w Zakopanem się nie liczy. Zresztą te bale, Boże się zmiłuj. Ale właśnie dlatego pójdziemy.
— Więc po co iść?
— Będziemy się z innych naśmiewać.
— A!...
— A teraz niech pani siedzi cicho, a ja pani coś ładnego przeczytam. Chce pani?
Wyjął z kieszeni niedużą książkę. Położył ją przed sobą.
— Rozumie pani dobrze po francusku? Tylko niech pani będzie szczera. No... rozumie pani?