I dlatego się przed nim okna tak szczelnie zasłania, dlatego tak się dusze od niego chroni...

To myśli Tuśka i w okno nie zasłonione patrzy. Jakiś cień miga.

— Pani jeszcze nie śpi?

Porzycki odsuwa bez ceremonii firankę.

W narzuconym na ramiona serdaku stoi w obramowaniu okna.

— Niech pani wyjdzie przed dom... tak ślicznie, porozmawiamy trochę.

— Chłodno jest.

— Niech się pani czym otuli.

Aż ciągnie ją w ten czar i do tej rozmowy. Lecz zarazem tak, jak ten, który czuje, iż nenufar nęcący go rośnie na błotnej głębinie, Tuśka zbiera siłę woli i opiera się pokusie.

— Nie. Dzisiaj nie! Wolę pozostać w domu.