Mówi to głosem słodkim, tak jakby lękała się, że on odejdzie.

Lecz on nie odchodzi, stoi ciągle w oknie.

— Szkoda! — mówi — sądziłem, że pani pójdzie się przejść. Nasi proponowali mi dziś spacer nocny, daleki...

— To niech pan idzie.

— Może pójdę.

Opiera się jednak o ramę okna i nie odchodzi.

— Pani nie umie żyć! — mówi patrząc na nią uważnie.

— Ja? Ależ ja żyję tak, jak wszyscy w moim położeniu.

— Otóż to, otóż to — jak wszyscy. A każdy człowiek powinien przefasonować sobie życie do swojej indywidualności. W tym cała filozofia.

— Ja muszę się stosować do raz przyjętych zobowiązań.