— A w czymże im pani uchybi, jeśli pani choć trochę przestanie więzić i krępować siebie?
— O!... tak się panu zdaje.
Zbliża się ku niemu, jakby zwabiona czarem jego głosu. Stanęła prawie przed samym oknem. Światło poza nią uwydatnia linie jej ciała. Włosy złote prześwietlają aureolą. Twarz jej tonie w cieniu. On głowę przechyla, patrzy na nią i uśmiecha się przyjaźnie.
— Pani jest ładna — mówi z przekonaniem.
— O!...
— Tak. Ładna, tylko nieszczera. I to wszystko psuje. Ja z pani muszę zrobić szczerą kobietę... Pst!... proszę nic nie mówić. Ani się pani nie opatrzy, jak się pani przerobi. I mąż pani będzie mi wdzięczny.
To słowo „mąż” pada po raz pierwszy w ich rozmowie. Jest to naturalne, że mówią o nim, a przecież Tuśkę jakby to uraża. Nie rozumie, dlaczego.
— To musi być dobry człowiek! — dorzuca Porzycki.
Tuśka chce odpowiedzieć „bardzo”, ale znów jakieś nieokreślone uczucie więzi jej słowa.
— Ma pani jego fotografię?