— Mam.

— I chłopców?

— Mam.

— Niech pani pokaże.

Tuśka zbliża się wolno do stołu, szuka w teczce fotografii męża i dwóch chłopców w szablonowych pozach, lecz ogarnia ją pewne uczucie wstydu.

Żebrowski na tej fotografii wygląda mizernie, nędznie jak suchotnik i jak kancelista. To nie jest ten „mąż”, który mógłby zaimponować i ją samą w dobrym świetle postawić. Natomiast fotografie chłopców są bardzo correct. Mają miny poważne, szczególnie starszy, w mundurku; młodszy jeszcze zdejmowany w Van Dyckowskim guście, to jest w aksamitach i koronkowym kołnierzu. To można zaprezentować. Bierze fotografie synów i wręcza je Porzyckiemu. Ten wsuwa się prawie w okno. Przygląda się chłopakom uważnie.

— Ładne dzieci, ale strasznie marmurkowate.

— Jakie?

— No... marmurkowate! Pani nie wie, co to są bracia marmurki?

— Nie.