— To mniejsza, bo i ja nie wiem. Ale synowie pani to tacy bracia marmurki... Do kogo podobni? Do pani? może do męża? A gdzież fotografia męża?
— Nie wiem... gdzieś była...
— A to nieładnie! Powinna stać na stoliku razem z dziećmi. Tak zawsze panie robią na wiledżiaturze...
Śmiać się zaczął.
Tuśka odebrała mu z rąk fotografię chłopców.
— Widzi pan, że mam rację nie stawiając fotografii na pokaz. Śmiałby się pan i ze mnie.
— Nie. Z pani nie mam prawa.
— A z tamtych?
Zmierzyli się oczami.
— Może... — wybąknął mężczyzna.