Tuśkę przeszył dreszcz.
— Szkoda, że one tego nie słyszą — wymówiła gorzko, wkładając fotografię do teczki.
Twarz Porzyckiego zmieniła się, jakby pod uczuciem wstydu.
— Ja... przecież... nie wymieniam nazwisk!
— No, tego by brakowało.
Tuśka czuła w tej chwili jakąś swoją wyższość, niedościgłość i zdała się sobie ogromnie dumna a łaskawa.
— Biedne kobiety! — wyrzekła kiwając głową.
Lecz i on już odzyskiwał pewność siebie.
— O! o!... biedne! ofiary!... co znowu! Żadna z nich tragicznie tego wszystkiego nie brała. Czasem popłakały, ale zapudrowały noski i były jeszcze ładniejsze.
Tuśce przed oczyma nagle przewinęły się źrenice czarno ubranej kobiety, która tam, przed werandą kuźnicką, patrzała na nią spod ronda kapelusza z jakimś smutkiem i litością.