W program tej przyjaźni może przecież wejść przyjazność ręki, na której spoczywa gładki jak atłas, świeżo ogolony policzek artysty. Skoro to jest uczucie przyjaźni... nic w tym nie ma zdrożnego.
I wewnętrzne usposobienie Tuśki, stygnące i prawie spokojne, dodaje jej otuchy, iż to, co postanowiła, jest wykonalne.
Wprawdzie... podobno przyjaźń mężczyzny i kobiety nie istnieje, ale ona właśnie dowiedzie, iż tak być może.
Zresztą, ten człowiek musi być od niej młodszy. Kto wie — może znacznie. Patrzy na niego w świetle mizernym świecy i nie umie rozpoznać jego wieku, a może przekroczył trzydziestkę...
Ta jego wesołość, dziecięcy chwilami uśmiech, wybryki chłopaka, to wszystko jeszcze młode, bardzo młode.
Natomiast pewne charakterystyczne bruzdy koło nosa, wychudzenie szyi poza uszami pomimo silnego karku, rzadkość włosów, to już oznaki więdnięcia.
A więc?
Tuśce to już obojętne.
Choć wolałaby, żeby on był człowiekiem dojrzalszym. Przyjaźń zawiązywać z dzieciakiem to śmieszne i niemożliwe...
W każdym razie furtkę do wyjścia z sytuacji znalazła.