— Nie — odparła smutnie — to niemożliwe.
— Dlaczego?
— Boże mój... nie wiem... ale to niemożliwe.
— Niby przez przyzwoitość?
— Może!
Aż w ręce klasnął.
— No, wiecie, to już przekracza imaginację. Ależ będzie Pita, a chce pani, to przedstawię pani jakiego wzorowego kolegę, on pójdzie z nami jako przyzwoitka.
— Ależ to będzie jeszcze gorzej. Dwóch panów i ja...
— I tak źle, i tak niedobrze. Co za prowincja! A ja muszę być w tym roku przy Morskim. Tak czy tak, pojadę...
— To już rzecz pana.