Lecz cisza była zupełna.
Tuśka wzięła pióro i znów pisać zaczęła.
„Chwilami jest mi tu okropnie i żałuję, że przyjechałam. Nie wiem sama, co się ze mną dzieje. Zdaje mi się, że umrę. Na serio myślę stąd uciekać i proszę cię, nie zdziw się, jeżeli nas zobaczysz którego dnia wchodzące do mieszkania. Zakopane to piękne z daleka, ale z bliska nic szczególnego. Zimno, smutno, drogo i tylko bardzo bogaci ludzie mogą żyć tutaj możliwie...”.
Dotarła wreszcie do kwestii materialnej. Lecz w tej chwili była tak szalenie zniechęcona, że nie miała ochoty łamać sobie głowy nad znalezieniem środków długiej egzystencji w Zakopanem.
Wstała i zaczęła chodzić po pokoju.
— Wyjadę! — pomyślała — wyjadę! To będzie najrozumniej. Jeżeli dalej mam być tak zdenerwowana, to należy stąd uciekać.
Stanęła przed oknem i spojrzała ku górom mdlejącym w upojeniu sennym.
— To te przeklęte góry!... one mnie tak denerwują!...
Ogarnęła okiem drobiazgi porozrzucane w pokoju.
— Spakuję do jutra... wyjadę!...