I znów myślą pobiegła ku drzwiom pokoju Porzyckiego.
— Po co ta kobieta go nachodzi? Dlaczego nie pozostawi go w spokoju? Czy tak być powinno? Nie ma nawet poczucia przyzwoitości! Jeżeli Pita będzie wracała przez dziedziniec, a u Porzyckiego okno otwarte... Bóg wie, co może posłyszeć...
I zaraz sformułowało się w niej pragnienie.
— Pójdę, zobaczę...
Znów się usprawiedliwia, że czyni to jedynie ze względu na moralność Pity.
Wychodzi cicho przez sień i przesuwa się ku szopie gaździny, niby szukając Wikty.
Rzeczywiście okno mieszkania Porzyckiego jest na rozcież otwarte i nawet nie zasłonione firanką. Widać doskonale siedzącą tyłem do okna, w kapeluszu, czarno ubraną kobietę. Porzycki chodzi po pokoju i mówi głośno z ożywieniem.
Wyrazów dosłyszeć nie można, ale z tonu widać, że aktor jest w bardzo dobrym usposobieniu i że mówi z zapałem i wielkim ożywieniem. Kobieta odpowiada mu spokojnie, przyjaźnie. Łatwo Tuśka poznaje w niej Sznapsię.
Tuśka wchodzi do szopy, lecz nie zastaje w niej nikogo. Rada z tego powraca do domu i wchodzi do swego pokoju trochę uspokojona. Wstyd jej prawie za poprzednie zdenerwowanie. Ta rozmowa daleka, przyjacielska tych dwojga dawnych kochanków nie zawiera w sobie żadnych cech namiętności.
Przyjacielska!...