Tak, lecz jeśli Sznapsia jest w stanie godziny całe mówić z Porzyckim, jeżeli on tak jest ożywiony w tej rozmowie — to znaczy, iż on jest z tych mężczyzn, którzy koniecznie potrzebują wymiany czy to słów, czy myśli z kobietą. Ona, Tuśka, postanowiła dzisiejszego wieczora być mu „przyjaciółką”. Tymczasem ta druga wkracza w to postanowienie. Tuśka czuje się teraz dotknięta inaczej, choć równie silnie. Przedtem nie umiała zdać sobie sprawy ze swego wzburzenia, teraz rozumie i wie, podnieca się więc tym silniej i bardziej jej przykro.
Tak — przykro.
Do bolu przyznać się nie chce.
Przykro jej, że ta czarno odziana, dawna, a tak serdecznie wspominana kochanka weszła pod ten wspólny dach, ten ich dach, gdzie znajdowali się do tej chwili we dwoje razem z Pitą, spokojnie i przyjaźnie.
Tak — przykro.
Usiadła znów przy stole i chce pisać dalej, ale nie może, szum powstał w jej głowie, zamęt, trudno jej myśli zebrać. Jedno ma tylko pragnienie, aby Pita nie weszła i nie ujrzała jej tak zdenerwowaną i smutną.
Mija jeszcze pół godziny, w czasie której Tuśka traci miarę czasu. Wreszcie drzwi od pokoju Porzyckiego otwierają się. Szelest sukni.
Krótka rozmowa.
— Bądź zdrów...
— Do widzenia.