— A więc...
— No... to od ciebie zależy.
— Ja już się rozmyśliłam.
— Odmyśl się.
Tuśka odwraca się i widzi, że drzwi pokoju, prowadzące do sieni, są prawie otwarte na rozcież. Szybko powstaje, aby je zamknąć, nie chcąc, aby ta nienawistna dla niej Sznapsia zajrzała do wnętrza jej niewykwintnego interieur.
Zbliża się, chce chwytać drzwi i jest przy tym zmuszona wychylić się do sieni, aby dostać ręką do klamki.
I widzi.
Tak, widzi właśnie w tym samym kąciku, w którym niegdyś widziała Józka Obidowskiego całującego Hankę, widzi Porzyckiego trzymającego w objęciach Sznapsię.
Oboje przylgnęli do siebie i jego ręka, tak jak ongi ręka górala, bieleje na ciemno odzianych plecach kobiety rozszczepionym liściem...
Z góry pada wąziuchna struga światła.