Wchodzi Porzycki uśmiechnięty, wesół, jakby rad z siebie i ze świata.

— Co porabiamy?

Ona uśmiecha się cierpko.

— Piszemy list do męża.

Aktor przybiera minę poważną.

— Bardzo dobrze. Nie przeszkadzam. Posiedzę i poczekam.

— To już skończone. Piszę mu właśnie, że chcę wyjechać.

Gdyby scenicznie ułożyła swój efekt, nie byłaby tak doskonale obmyśliła wrażenia.

Porzycki aż się cofnął.

— Dlaczego? po co?... źle pani?