— To była moja koleżanka... przyszła w interesie. Zawiadomiła mnie, że Lwów potrzebuje tego rodzaju aktora jak ja i że gotowi są dać mi doskonałe warunki...
— Czy i ona tam jest angażowana?
— Sznapsia od trzech lat jest na lwowskiej scenie.
— A... rozumiem!
Zbliżył się do stołu i pochylił się nad nią.
— Nic pani nie rozumie. Sznapsia kocha się we Lwowie w jednym urzędniku z prokuratorii skarbu i może za niego nawet pójdzie. Ja obchodzę ją tylko jako kolega.
Chce mu odpowiedzieć, że koleżeństwo nie wymaga tak gorących pożegnań jak to, które widziała przed chwilą, ale milczy, ciągle rozgoryczona, lecz już trochę spokojniejsza.
— No... i cóż... jedzie pani?
— Do Warszawy? Jadę!
— Ja nie puszczę...