Pita odchodzi parę kroków, aby zerwać kilka kwiatków złotogłowiu.
Porzycki zbliża się ku Tuśce.
— No... no... więc...
Nie patrzy na niego — milczy, taka śliczna w swej czarnej sukni, jakby cień przywiany z dala pomiędzy kolumny drzew.
— Coś tam pod sercem świdruje? prawda? — pyta Porzycki.
Głową tylko skinęła.
Za rękę ją ujął, w oczy chce zajrzeć.
— Proszę na mnie spojrzeć...
Aby przerwać czar, Tuśka broni się uparcie.
— Nie! nie, proszę mnie puścić!...