— I moje uwielbienie.

Znów jej ręki szuka.

Ona prawie rozpaczliwie woła:

— Pito! Pito!...

Popatrzył na nią nieprzychylnie.

— Och! zastawianie się obecnością dziecka, jakież to banalne!

— Banalniejsze to, co pan robisz.

— Że uwielbiam?

— Nie, lecz że mi pan o tym mówisz!

Pita zbliżyła się.