Uśmiecha się do niego, do tych słonecznych piękności, które drgają w głębi jego źrenic.

— A jego kocha?... — pyta dalej Porzycki.

Przymyka oczy, nie odpowiada.

On nie nalega, powstaje nawet z kamienia i patrzy jeszcze chwilę na wodę.

Tuśka w tej chwili doznaje wrażenia, że zadał jej to pytanie ostatnie bezwiednie prawie...

— Chodźmy! — mówi Porzycki podając jej ramię — co najpiękniejsze, jużeśmy widzieli.

Tuśka powstaje i opuszcza Morskie Oko nie oglądając się poza siebie. Czyni to dlatego, ażeby udowodnić przed sobą, iż ta chwila nie jest znów tą wielką chwilą jej życia.

A przecież...

W milczeniu dochodzą do hotelu, przed którym panuje cisza zupełna.

Wchodzą do sieni i już przy drzwiach, prowadzących do pokoju zajmowanego przez Pitę i Tuśkę, zatrzymują się.