— Co?
— Skutki takiego wychowania... Pan musi dzisiaj ciągle się kochać.
— No... no...
— Jak to „no”?... To fatalne. To pana gubi.
Parsknął śmiechem.
— Gubi?
Porwał się. Ukląkł przed nią w mchach, oczy szeroko otwarte, pełne blasku wbił w jej źrenice.
— Życzę synowi pani takiej zguby!
— Dziękuję. Moi synowie nie będą donżuanami.
W ręce klasnął.