— A to się pani złapała!...

Tuśka zatrzymała się zmieszana.

— Korespondentka przyszła do mnie przez pomyłkę... — tłumaczyła się, ale on dziecinnie pochwycił jej obie ręce i całować zaczął.

— Nie to!... nie to... mnie to nie obchodzi, że pani cudze listy czyta... nie byłaby pani kobietą... ale mnie to bawi... bawi...

Przestał się śmiać i nagle przybrał poważną minę:

— Więc panią ta osoba interesuje?

— O!...

— No, niech pani się przyzna. Ja nawzajem pani powiem, że jest to kobieta tak dziwnej inteligencji, taka subtelna, taka rzadka, taka inna, że słów nie staje!

Ścisnęło się jej serce nie na żarty, patrzy na pnie świerków, które palą się miedzianozłotą, czarującą barwą.

— Tak?