— Jedna z tysiąca.

— Nie. Ona mieć będzie osobne miejsce. Jest jedną z najmilszych, a może najmilszą.

Wbił w nią swe czarne oczy z uporem i patrzył tak długą chwilę. Tuśka chciała ramionami wzruszyć, nie mogła. Choć ją rozbierało. Nagle dorożka stanęła.

— Już?

Zaczęli wstawać, otrząsać się z pledów, kwiatów i serdaków.

Od szosy biegła waląc w ziemię nogami Obidowska.

Rzuciła się ku Porzyckiemu:

— Niech wartko idom!...

— Albo co?

— Gościa majom!