A widząc, że Tuśka stoi, przeczuwa w niej gościa.
— Niech se przysiądom.
Machinalnie Tuśka osuwa się na trójnożny koło komina stołek.
— A cóż to? wasz mąż chory, że śpi?
Oczy gaździny zaświeciły w cieniu. Miłośnie ogarnęła śpiącą postać kalinną, różaną...
— Niek śpi, wódcysko z niego wyparuje.
— Pijany?
— Dałam mu sama wódki, żeby po wirchach nie latał.
Tuśkę przeszedł mróz.
W tej cichej chacie ta stara kobieta w przystępie zazdrości dokonywała powolnej zbrodni. Rozpajała tego halnego orła, aby zmożony trującym oszołomieniem, nie rwał się na wirchy, gdzie ona iść z nim nie mogła.